niedziela, 26 czerwca 2011

Słowo na niedzielę.

Czasami zdarza się tak, że oddalone od siebie głowy myślą równolegle. W tym przypadku jedna z tych głów ma talent i chęć do pisania, druga nie. Ta druga to moja, a ta pierwsza Agrafka. Popełnił on niedawno ten wpis >>klik klik<< w którym czytamy:
Tak naprawdę era informacji nie polega, jak sądzę, na naszym powszechnym do informacji dostępie, to za mało. Sednem jest nasza powszechna dostępność do stawania się źródłem informacji, ale przede wszystkim nasza potrzeba, by się takim źródłem stawać, czy ktoś z niej korzysta, czy nie. Informuję, więc jestem.

Na pewno nie ubrałem sobie tego tak ładnie w słowa, ale pomyślałem coś podobnego. A zaraz za tym poszła konstatacja, że to potrzeba totalnie złudna. Wytworzona sztucznie. Przecież nie cierpiałem na brak kontaktów międzyludzkich przed erą internetu, fejsbooka.
Mam wrażenie, że spełnił on już swoją rolę - znalazłem osoby o pokrewnych zainteresowaniach, czasami zatrważająco zbieżne w tym co lubią, czasami pociągająco odmienne w podejściu do świata. I to chyba wystarczy.
Niezmierzone przestrzenie internetu nie muszą wiedzieć o moim stanie zdrowia, smaku karkówki, kolorze liści na drzewie. Bo i po co?
Gdy zacząć drapać w tym wszystkim, by dodrapać się motywów pierwotnych, trafiam w pustkę. Po co chcę informować o dobrej muzyce? Żeby inni posłuchali? Żeby im się też spodobało? Pewnie tak. Ale do czego jest to mi potrzebne? Czy nie chodzi tylko i wyłącznie o tworzenie wizerunku siebie? "O draken to gość, który zna się na muzyce, polecił mi fajną kapelę." No ale kurde, co z tego? Nie znajduję pierwotnej przyczyny...

Jeśli chodzi o forum fantastyczne - nie znajduję w sobie siły i umiejętności do pisania o książkach. Mogę o nich porozmawiać, ale i tak zacząć musi ktoś inny. Nie umiem stawiać tez, odnajdywać tropów. Poza tym - przecież tyle lat czytałem książki, nie czując potrzeby obszernego się o nich wypowiadania. To kolejna sztuczna potrzeba wygenerowana byciem w społeczności internetowej o podobnych zainteresowaniach.

Dodając do tego fakt kradzieży przez komputer/internet czasu, który normalnie poświęciłbym lekturze wychodzi jakaś totalna sprzeczność. Bo oto chcę wypowiadać się o książkach, których nie mam czasu czytać! Na dodatek wcale nie chcę, bo nie umiem. Błędne koło.

Dlatego postanowiłem zagubić się na forum , dlatego zmniejszę do minimum obecność na fejsie. Jak coś mną wstrząśnie, napiszę tutaj, tam, lub gdziekolwiek. Do najbliższych znajomych mam numery telefonów (choć jeden z nich - znajomych, nie numerów - zwykle bywa wstrząśnięty telefonem ode mnie ;) ), z których lubię korzystać.
Wiem, że to kolejne w ciągu 6 lat obecności w sieci pożegnanie. Wiem, że większość pomyśli sobie cytatem z Adamsa "o nie, nie znowu...", no ale co ja poradzę, jak mi tak własnie w duszy gra?

5 komentarzy:

Mówił do Siebie na Głos i Bił Się w Głowę Rękawicą pisze...

Zauważ tylko, że samo czytanie również jest potrzebą sztuczną. Tylko czemuż miałoby to je przekreślać?

Pzdr.,
cf

draken pisze...

Znam jako tako kategorie potrzeb. Owszem, czytanie jest niekonieczną i nienaturalną potrzebą. Ale nie o to chodzi. Chcąc uczestniczyć w życiu społeczności, której pewną podstawą jest czytanie, ograniczam swój czas na czytanie. To chyba jedna z przyczyn wygaszania się tematów "ścisłych" na forum, a rozbudowywania się hyde parków. Co owszem, zaspokaja potrzeby społeczne, przynależności do grupy, ale jakoś kłóci się z założeniami.
Poza tym - nie zrywam z nikim znajomości, nie ukrywam się, nie deklarują całkowitego odejścia. Po prostu chcę mieć więcej czasu na rzeczy pozainternetowe. A że znajomych z sieci szanuję, uważam, że słowo wyjaśnienia się należy.

Mówił do Siebie na Głos i Bił Się w Głowę Rękawicą pisze...

Ale ja nie potępiam ani nie krytykuję Twojej decyzji bynajmniej, a nawet ją rozumiem, bo i mi zdarzają się kilkumiesięczne ucieczki dla polepszenia kondycji ducha -- po prostu ten fragment uzasadnienia kompletnie mnie nie przekonuje.

Ziuta pisze...

Ojtam ojtam. Draken chce odpocząć od forów i więcej czytać. Mnie to wystarcza za tłumaczenie (zresztą, po miałbyś się nam, Drakenie, tłumaczyć?). Zresztą nie jest źle, bo nie znika na amen.
Ja też mam od czasu do czasu dość internetu i uczucia, że dyskusji, w których uczestniczę, tak naprawdę nie ma. Ale mam też dzięki sieci znajomych, z którymi widuję się w realu. To jest plus, o którym nie zapomnę.
Tak więc, Drakenie — do zobaczenia.

P.S. doliczyłem się, że znajomości uzyskane dzięki fantastyce i sieci jest więcej niż tych tradycyjnych, szkolno-studenckich. Jeszcze znajdę kobietę na fejsie i zostanę piewcą internetu.

a. pisze...

Czasem trzeba. Będę czekał na powrót. Pozdrowienia.