czwartek, 30 grudnia 2010

Zakupy i prezenty XII

Zima przyblokowała drogi, jakieś ludzie przetrzebili antykwariat na Warszawskiej, to i zakupów mniej. No ale to okres świąteczny, więc coś tam jednak mi przybyło.


"Burza. Ucieczka z Warszawy'40" Macieja Parowskiego - Święty Mikołaj przyniósł. Powieść wreszcie dokończona, szeroko komentowana, wstyd byłoby nie mieć. Teraz trzeba mieć czas by przeczytać. Oczywiście dysputy na jej temat już przygasły, więc pewne zostawię swoją opinię sobie tylko w głowie. Jak zwykle.


"Stacja tranzytowa. Rezerwat goblinów" Clifforda Simaka. Zakup z taniej książki na Jezuickiej w Bydgoszczy. Niesamowicie podobała mi się jej okładka. A jeszcze bardziej cena - 18,60 zł !!! A na okładce widnieje 44,90 zł. Tak się tym podnieciłem, że zapomniałem iż niedawno zakupiłem stare wydanie "Stacji tranzytowej". Nic to, stare wydanie powędrowało do dobrego człowieka, a ja cieszę oczy hardcoverem na półce.

Następne dwie pozycje, książka i komiks to prezent wielce niespodziankowy od Nivak, Agrafka, nosiwody, Harkonnena2. A było to tak: wykupiłem niegdyś domenę fantastyka.info.pl pod którą mieści się nasze forum i moja zaniedbana stronka www. Zwróciłem się do współadministratorów forum z pytaniem, czy wspomogą w opłacie, czy może zrobimy zbiórkę ogólną na forum. Wyrazili chęć wspomożenia. Wykorzystałem okazję i poprosiłem o zakupienie mi książek w Madbooksie. Przesłałem zawartość przechowalni. Jakież było moje zdziwienie (i wzruszenie) gdy okazał się prezent większy niż wynikało to z ustaleń. Zagroziłem im nakopaniem do tyłka za takie niespodzianki i teraz będę musiał objechać pół Polski by tej groźby dotrzymać.
"Pan Światła" Rogera Zelaznego - w zasadzie mam już tę książkę w starym wydaniu Atlantisu z 1991 roku, ale jej nie czytałem. A to przez to, iż wydanie to zostało okrzyknięte najgorszym edytorsko wydaniem w dziejach fantastyki w Polsce. Podobno tłumaczenie jest gorzej niż straszne, masa błędów składu tekstu, literówki itp. Bardzo więc chciałem mieć porządne wydanie, ale ciągle jakoś spadało mi w kolejce zakupowej. Teraz mam. I bardzo mnie to cieszy.


"Rozbitkowie czasu" Paul Gillon i Jean-Claude Forest.
To oczywiście komiks. Komiks na który czekałem wiele lat. Po raz pierwszy zetknąłem się ze wzmianką o nim w wywiadzie z albo Rosińskim albo Christą, w którym wywiadowany rysownik powiedział iż Bogusław Polch uwielbia kreskę Gillona. Co widać w pierwszych albumach o Kovalu. Później już nie, a ostatnio wcale. Ale ja nie o tym chciałem. Potem w roku 1990 magazyn Komiks, spadkobierca Komiks-Fantastyki opublikował pierwszy album "Uśpiona gwiazda" i na tym zakończył. Później był niesławny magazyn komiksowy CDN, który rozpoczął i zakończył w tym samym momencie druk albumu drugiego. Choć był on tylko czarno-biały i tak serce mi żwawo biło, że dowiem się co było dalej. Nie dowiedziałem się. Magazyn umarł po pierwszym numerze.
A teraz egmont wydał zbiorczo pierwszych 5 albumów. To chyba dobry pomysł na publikację komiksów. Nie przeszkadza mi nieco mniejszy format, bolesna jest tylko potrzeba mobilizacji znacznych środków finansowych. Przeliczając jednak na album - nie wychodzi to źle.

A pod choinką znalazłem... tez książkę i komiks. Z tego co wiem, Gwiazdor zaopatrywał się także w Madbooksie :)

"Powrót Czarnej Kompanii" Glenn Cook
Trzeci tom zbiorczego wydania. Trzeba zacząć czytac pierwszy. Kurcze, kolejka książek mnie przeraża.

"Droga łowcy" to trzeci tom drugiego (a według chronologii Akbaru - pierwszego) cyklu "W poszukiwaniu Ptaka Czasu". Stary cykl wstrząsnął moim pojmowaniem gatunku fantasy, wywrócił schematy na opak i został jednym z moich najulubieńszych komiksów. Nowy cykl, wydawany w koszmarnych odstępach czasu i rysowany za każdym razem przez kogoś innego - już tak nie porywa. Choć to i tak nadal świetny komiks.

piątek, 24 grudnia 2010

Panie Bartku, internet mi nie działa!


Nie mogłem się powstrzymać. Wiem, że dzisiaj wigilia Bożego Narodzenia dzisiaj, dobroć wokół w powietrzu i same pozytywne myśli. No ale sie nie zdenerwowałem. Mnie już mało co denerwuje.
Posted by Picasa

wtorek, 14 grudnia 2010

niedziela, 12 grudnia 2010

Niewiele zostało już tego roku

2010 rok. Choć jeszcze się nie skończył, mogę powiedzieć że jest najgorszym rokiem mojego życia. A jeszcze się nie skończył. Jeszcze ma 19 dni na kolejne nieprzyjemne zaskoczenia, chwile bólu i potwornej niepewności. Prawie nic nie idzie tak jak by się chciało. Nie będę jeszcze robić podsumowań, bo jeszcze się nie skończył.
Powtarzam to w kółko, bo już bym chciał go zamknąć. Odłożyć na półkę i niech się tam zakurzy. Niestety, żadna warstwa kurzu nie przykryje wspomnień, które po sobie pozostawi.
Przede mną jeszcze ważna wizyta u lekarza. Niepewność i strach rozmontowują mnie psychicznie. Niektórzy twierdzą, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Na razie żyję, ale jestem coraz słabszy. A upierdliwości i kłody pod nogami piętrzą się w sposób wręcz niemożliwy.
Miałem jeszcze napisać kilka postów (tych najważniejszych) z reminiscencjami mojego pobytu w szpitalu - nie napiszę. Nie teraz. Miałem napisać piękny wpis o "Chochołach" - nie napiszę, choć dostałem pozytywnego kopa od Agrafka, a potem niesamowitego kopa od Wita Szostaka. Nie potrafię myśleć o niczym pozytywnym. Składam się ze zmartwienia, strachu, niepewności i smutnego zrezygnowania.

No bo komu, jak nie mi, na trzy dni przed decydującą wizytą u lekarza mogłyby się zepsuć dwa samochody jednego dnia? A do pokonania 100km zimowych dróg. Szlag. Piekło i szatani. Cholera.

czwartek, 2 grudnia 2010

Zakupy i podarki XI

W październiku powiało starzyzną. Listopad przyniósł ucieczkę przed vatem.

W pierwszej kolejności Robert M. Wegner i jego "Opowieści z meekhańskiego pogranicza". Podobno objawienie w polskim fantasy. Choć ten gatunek jakoś specjalnie mnie nie rajcuje, chciałem te książki mieć. Wiele osób, z których zdaniem się liczę, polecało. Dodatkowo wydał to Powergraph - wydawnictwo które będę wspierać ze wszystkich sił. Nie dosyć, że wydają dobre rzeczy, przecierające nowe szlaki w fantastyce (Labirynty, Eremanta) to jeszcze dzięki nim mamy polską edycję Fantasy & Science Fiction. Sława i chwała.


Tom "Północ - południe" dostałem od małżonki z okazji 13 rocznicy rozpoczęcia działalności jako para, a tom "Wschód - zachód" zakupiłem w księgarni wysyłkowej MADBOOKS, której klientem zostanę chyba na długo.
Książki są tam niesamowicie tanie. Cena okładkowa 4 zakupionych pozycji to 133 zł. A ja zapłaciłem 101 zł. Czyli oszczędziłem na jeszcze jedną książkę! Ale to jeszcze nie wszystko. Madbooks ma siedzibę w Bydgoszczy, gdzie bywam dość często i można książki odbierać osobiście. Jak się domyślacie - to nic nie kosztuje. Trzeba tylko udać się w dzikie rejony Osowej Góry.

Kolejne trzy książki też z Madbooksa.


"Dopóki mamy twarze" C. S. Lewisa to podobno jego najlepsza powieść. Skonstruowana jak mit, mocno psychologiczna. Podobno bardzo satysfakcjonująca lektura.

"Palimpsest" Catherynne M. Valente to kolejna pozycja "Uczty wyobraźni" w której raczej trafia się na perełki niż gnioty. Poza tym słyszę same pochlebne opinie. I jak ładnie wygląda na półce z resztą serii...

"Święty Wrocław" Łukasza Orbitowskiego. Książkę kupiłem w ciemno, nie znając jeszcze jego wcześniejszego dokonania powieściowego "Tracę ciepło". Przeczytałem je w trakcie realizacji zamówienia i mogę sobie tylko pogratulować, bo smaku na prozę Orbita narobiłem sobie strasznego.


I jeden zakup z antykwariatu na Warszawskiej w Bydgoszczy. Tylko jeden, bo mi ktoś przetrzebił półkę z fantastyką.
"Koniec wieczności" Isaaca Asimova. Wydanie z 1969 roku w całkiem dobrym stanie. Za 3 złote. Kocham ten antykwariat. 

Czasopisma

Nowa Fantastyka  nr 339 to mój ostatni kupiony w prenumeracie numer tego pisma. Żegnam się z nim z bólem, ale czasami tak trzeba po prostu. W styczniu byłoby 23 lata odkąd je kupuję. Nie będzie. Pismo już nie dla mnie. Na dodatek własnie odbywa się tam mord na ikonie polskiego komiksu. Nie chcę na to patrzeć, nie chcę tego wspierać swoim portfelem. Pozostanę przy Czasie Fantastyki oraz polskiej edycji Fantasy & Science Fiction.


Fantasy & Science Fiction LATO 2010 Piękne mamy lato tej zimy, ale nie zniechęcam się i trzymam kciuki w nadziei, że terminowo pismo wyjdzie na prostą. Bo godnie zastępuję upadłą Nową Fantastykę.


niedziela, 14 listopada 2010

Zakupy X, a właściwie przybytki X

Październik był miesiącem obfitym w nowości w mojej biblioteczce. Wiele z tych nowości to właściwie straszne starości. Na dodatek dużej części z nich wcale nie kupiłem... ale po kolei.


Na początek pakiet książek, które dostałem od dobrego kolegi Leszka z sekcji aikido. Wielkie dzięki!
Wszystkie książki z wydawnictwa KAW, z serii "z glizdą". Żadnej z nich nie znam do tej pory, wiec trudno mi coś o nich napisać.


 Trzy książki Andrzeja Trepki. Żadna z nich nie posiada oceny na portalu fantasta.pl.

Dwie książki Michała Markowskiego i jedna duetu Krzepkowski - Wójcik. Pierwsza z nich ma ocenę 5.0 na fantaście.pl, trzeba będzie się przekonać nawłasnoocznie. Tym bardziej, że piąteczkę wystawił też znany Agrafek.

Kurpisz, Nidecka, Hollanek. Oceny nie najwyższych lotów. Okładka Kurpisza - zgroza. Okładka Nideckiej - Grafika Wiktora Żwikiewicza, którego prace bardzo lubię, jednak w tym przypadku... coś nie wyszło.

Stefan Wul to jak się okazało autor francuski Pierre Pairault, chirurg dentystyczny. O książce Szarłat - Szymańskiej nic nie wiem, książka Kurty to podobno badziew straszny. To ten sam Kurta, co będąc naczelnym Ralaxu kazał Januszowi Chriście aby domalował w swoim komiksie wytoplessowanej hrabinie biustonosz, choć wcześniej na kolegium redakcyjnym grzmiał, że ma być "zachód i golizna" w Relaxie.

Na koniec pakietu książek od Leszka absolutny hicior, jeśli chodzi o tytuł: "Neurony zbrodni" Lucyny Penciak. Aż się boję czytać.
To nie wszystkie książki, które dostałem. Kilka tytułów już miałem, więc przekazałem je innym potrzebującym. :)


Zakupione na alledrogo brakujące tomiki serii "Stało się jutro". Zbliżam się do skompletowania całości. Mam sentyment do tej serii, bo tomik "Posłaniec" był moja pierwszą osobiście kupioną książką fantastyczną.
A tomiki te to: "Robot nr 3" (SSJ nr 6) i "Metoda doktora Quinna" (SSJ nr 7). Obydwa tytuły pochodzą od zamieszczonych w nich opowiadań Janusza A. Zajdla. Oprócz niego są tam i inni autorzy. Polscy i radzieccy.


Kolejne trzy książki to zakup dokonany w antykwariacie na Warszawskiej w Bydgoszczy.
"Marsjański poślizg w czasie" Philipa K. Dicka to książka, która źle mi się kojarzy. Ale to przez czasy, w których wyszła. Na początku lat 90-tych, gdy Amber zaczął wydawać książki "po zachodniemu" stać mnie było na nie. Kupowałem wszystko jak leciało. I nagle nastąpiło załamanie w finansach domowych. Mniejsza o przyczyny. To był zły czas. Te książkę zapamiętałem jako tę, której nie mogłem sobie kupić. Nie miałem kasy.
"Ludzie jak ludzie" Kira Bułyczowa, wysoko oceniana, wreszcie ją mam. Za śmieszne pieniądze.
"Gar'Ingawi wyspa szczęśliwa" Anny Borkowskiej to książka, o której słyszałem i czytałem tak sprzeczne opinie, że zauważywszy ja na półce, nie mogłem jej nie wziąć. Kiedy zweryfikuję te opinie... Na emeryturze? To niezła cegła jest.

I wreszcie coś nowego. I na dodatek szczęścia łyk. Książkę o której pisałem jakiś czas temu w "Jeszcze straszniejszych zaległościach" udało mi się wygrać! Dziękuję ci portalu Katedra!




środa, 10 listopada 2010

ezs_3: ostateczny_upadek_sztuki_radiowej

Skupi się na radiu eska, choć pewnie jest ono po prostu jednym z wielu.
Miałem siedem dni na dogłębne zapoznanie się z profilem tej rozgłośni. Sąsiad z sali nie słuchał niczego innego, a ponieważ pomagał mi - nie miałem serca prosić go o zmianę stacji. Jakoś to przeżyłem.
Dlaczego upadek? Bo to nie ma już nic wspólnego (oprócz fal fm) z radiem jakie znam. Wychowałem się na trójce i czwórce. Tam było takie coś jak audycje. Autorskie programy o czymś. Nawet jeśli "tylko" o muzyce, to była w tym jakaś myśl.
Teraz prosto robi się radio. Dostaje sie piosenki do grania i się je gra. Za mikrofonem sadza się byle kogo, byle miał nawijkę odpowiednią. Dostane od koncernów muzycznych piosenki gra się w kółko, tak aby każdy kto choć na chwile włączy radio MUSIAŁ je usłyszeć. Raz na jakiś czas puszcza się starszy kawałek, tak dla urozmaicenia. Wiadomości ze świata "gwiazd" podaje się przez kilka dni te same, tylko w różnej kolejności.
No i te rozmowy ze słuchaczami. Na przykład taka z 1 listopada:
"Cześć Jolka, o której wstałaś?"
"O dwunastej"
"Noooo to zabalowałaś! Gratsy! Jak było?"
"Słuchaj, no fajnie, wiesz"
"To ekstra! Imprezka super, co?"
"No pewnie, dopiero dochodzę do siebie"
"Słuchaj Jolka, a co dzisiaj robisz?"
"A wiesz, nudy straszne dzisiaj"
"To chcesz płytkę z muzą czy gierkę na iksboksa?"
"Płytkę! Super!"
"No to czadzik! Płytka jedzie do ciebie! Udanych imprezek!"
"Dzięki! Spoko! Pozdrawiam eske cała, świetni jesteście!"

...

poniedziałek, 8 listopada 2010

ezs_2: człowiek_który_zabił_wszystkich_świętych

Leżąc w szpitalu dokonuje się na nas wspaniała loteria: oto (o ile nie wylądujemy w izolatce) łóżko obok nas zajmuje sąsiad. Albo i sąsiedzi. Ja miałem szczęście spędzić swoje 10 dni w sali dwuosobowej. Początek i koniec upłynął mi w samotności, ale wewnętrzne osiem dni spędziłem z kolegą.
Więc jak wspomniałem: loteria. Można trafić w profesora literaturoznawstwa, krawca lekkiego, rockmana lub bezrobotnego malarza. Cokolwiek by się nie trafiło wspólny los zbliża.
Więc ja trafiłem bezrobotnego malarza, w separacji, mieszkającego z mamą. Nie czarujmy się, nie jest to towarzystwo którego bym szukał. Oczywiście musiałem dostać po łbie. Musiałem dostać lekcję. Kolega z sali był po lekkim wylewie, niedowładał prawą ręką. Kiedy ja przez niemal 4 dni leżałem zmaltretowany punkcją lędźwiową, a potem zespołem popunkcyjnym bezrobotny malarz podawał mi wodę, pomagał przy posiłkach, wołał pielęgniarki gdy było trzeba. Rozmawiał gdy miałem ochotę pogadać i milczał, gdy jej nie miałem.
Skąd więc taki tytuł tego wpisu? Ano miał jedna wadę. Od rana do wieczora słuchał radia eska. Nie znającym tej rozgłośni naświetle problem w kolejnym odcinku. Znającym jej profil i znającym mój profil muzyczny spieszę donieść: dałem radę. Góra plusów malarza przeważyła nad tym minusem. Jednego jednak nie mogłem przeboleć. To samo radio, z tymi samymi piosenkami grało mi nad uchem przez całych Wszystkich Świętych. Święto, które od zawsze brzmiało niesamowitą muzyką, serwowaną w Trójce albo wybierana samemu. W tym roku upłynęło w rytmie muzy pod dopalacza.

piątek, 5 listopada 2010

ezs_1: emailem_ze_szpitala

Nie będzie tu spamowania moim stanem zdrowia, do tego świetnie nadawał się fejsbók i forum. Dość wspomnieć, że spędziłem 10 dni na oddziale neurologii. Może uda mi się zapisać tutaj tych kilka obserwacji poczynionych podczas przymusowego urlopu od normalnego życia. Może, jak będzie mi się chciało.

Tytuł kolejnego odcinka: człowiek_który_zabił_wszystkich_świętych

niedziela, 17 października 2010

Jak szybko oddalają się daty

Ustawiłem sobie niedawno w WMP albumy datami. Rok 1991. Wspaniały rok w muzyce. Czarny album Metalliki, "Out of Time" R.E.M. "Innuendo" Queen, "Blood, Sugar, Sex, Magic" Red Hotów, "Ten" Pearl Jam, "Nevermind" Nirvany, "We Can't Dance" Genesis, "Legenda" Armii, "Spalam się" Kazika...
I nagle zapukała mi do głowy nieprzyjemna myśl: w przyszłym roku (już niedługo!) stuknie im 20 lat. DWADZIEŚCIA LAT! A ja pamiętam jak one wychodziły. Kupowane ze stolików z pirackimi kasetami (innych przecież nie było właściwie), oglądane w teledyskach na kablówkowym MTV na czarno-białym telewizorze.
I zaraz po tym zapukała myśl druga. W latach 89-91 zapoznawałem się intensywnie z dokonaniami Pink Floyd. Słuchałem zaledwie 10 letniego The Wall, 13 letniego Animals, 15 letniego Wish You Were Here, 17 letniego Dark Side of the Moon. A one, pomimo fascynacji, wydawały się pochodzić z kosmicznie odległych czasów.
Kurde, jak w tytule.

czwartek, 14 października 2010

e-flauta

Nic, cisza. Żaden zefirek offtopu nie marszczy gładkiej toni internetu, żadna burza flejmu spokoju jego nie burzy. Jak okiem sięgnąć - cisza. Fora zamarły, blogerzy nie blogują, fejsbók odwrócił oko swej kolektywnej jaźni ode mnie. W końcu sam się do tego wyciszenia dokładam, nie publikując żadnych wieści o sobie, nie blogując i nie udzielając się na forach. Cisza.
Nawet prowokowanie Agrafka dało jednorazowy tylko efekt. Oczywiście napisał coś tak trafnego, że ciężko z tym polemizować. Oczywiście wyssał w jednym wpisie temat tak dokładnie, że nie ma się na czym tam już pożywić. Cisza.
A przecież mógł napisać, że to wina Orbita, który podsuwa mu jakieś skandynawskie wokalistki o niezapamiętywalnych imionach i nazwiskach, w związku z czym Agrafek nie ma czasu na posłuchanie Amandy Palmer, której imię i nazwisko trudne do zapamiętania nie jest.
No ale jest cisza. Może się nią podelektujmy.
Koniec zmarszczki.

czwartek, 30 września 2010

Zakupy II a właściwie IX

No to z końcem miesiąca czas pochwalić się książkowymi zakupami. I nie tylko książkowymi.

Książki w tym miesiącu głównie, a właściwie jedynie antykwaryczne. Dlatego podam też ceny. Bo bardzo lubię takie ceny.
Antykwariat w Kościerzynie, który się rozrósł i wreszcie jest otwarty do rozsądnej godziny 17 - czyli mogę do niego zajrzeć bez potrzeby zwalniania się z pracy (do Kościerzyny mam 35 km). Książka kosztowała 4 zł. Teraz brakuje mi już tylko tom 3.








Bułyczow rozpocznie serię książek zakupionych w nowym (? - dla mnie nowym) antykwariacie w Bydgoszczy, przy ulicy Warszawskiej, który otwarty jest do zabójczej godziny 16.30. Dzisiaj udało mi sie tam być, gdyż jechałem przez Bydgoszcz do Torunia.
Książka kosztowała mnie 1 zł, którą to cenę pan sprzedawca wymyślił na poczekaniu.





Simak, czyli jeden z wielkich mistrzów SF, którego ciągle jakoś nie mogę poznać. Jego "Miasto" jest u mnie najstarszym kurzozbieraczem na półce.
Cena 2 zł - była zapisana na okładce.








"Wichry nocy" Wagnera brakowały mi do kolekcji, bo mam na półce i "Pajęczyne utkaną z ciemności" i "Krwawnik". Szkoda, że Amber nie wydał całości serii...
Cena 5 zł wymyślona na poczekaniu.








Antologia Naszej Księgarni pasująca mi na półkę, na której stoi seria "Stało sie jutro" i zbiorek Zajdla "Iluzyt".
Cena 4 zł zapisana na okładce








"Wielką księgę horroru" tom 1 chciałem mieć bo jest tam opowiadanie Gene Wolfa. No to mam za 15 zł (zapisane na okładce)

Komiksy, co ciekawe od daaaaawna nie kupowane przeze mnie.

2 tom serii, która pamiętam z nieodżałowanego Świata Komiksu, gdzie w odcinkach szedł tom 1. Wtedy mnie kreska Swolfsa nie urzekła, dzisiaj inaczej to widzę. Bez wahania wydałem więc 3 zł i wyciągnąłem go z wyprzedażowego kosza w carrefour Chojnice.







j.w. tylko tom 4 i wyjęte z tegoż kosza kilka dni później. Teraz czas zacząć polowanie na alledrogo na pozostałe tomy.









5 tom Fantasy Komiks, bo dostałem od znanego agrafka tom 1, a byłem w stanie chwilowej depresji którą mógł przemóc tylko jakiś zakup - więc zauważywszy w kiosku w Bytowie - kupiłem. Teraz nie wiem co zrobić, bo po prostu musze kupić tom 2, 3 i 4, a potem 6, 7, 8....







Film animowany

Jakiś czas temu kupiłem za kilka złotych pierwszą część Hellboy Animated "Miecz burz" i bardzo mi sie spodobało. Dlatego bez wahania wyłowiłem z kosza w carrefour Chojnice część drugą. Za 6.99. Bajka, nie?

sobota, 18 września 2010

Jeszcze straszniejsze zaległości

Ciąg dalszy pobożnych życzeń czytelnika fantastyki. Tym razem książki będące już na rynku.

Dariusz Domagalski "Gniewny pomruk burzy"

Obiecałem kiedyś autorowi, że jak wyda książkę, to ją kupię. Pierwszy tom na kolana nie położył, ale zdecydowane zaintrygował innym spojrzeniem na świat. Drugi tom czeka na półce na zmiłowanie. Albo raczej na zakup trzeciego i czytanie jednym ciągiem.






Marek Oramus "Trzeci najazd marsjan"

Fragment ukazał się jakiś czas temu w "Czasie Fantastyki" i bardzo mi się spodobał. Bo ja w ogóle lubię prozę Oramusa, szkoda, że tak mało pisze.
Mam nadzieję wygrać tę książkę w konkursie Katedry.






Catherynne M. Valente "Palimpsest"

Tejże autorki posiadam "Opowieści sieroty", które kupiłem po przeczytaniu wybranego metodą chybił-trafił zdania. Poza tym, to "Uczta wyobraźni" - nie dość, że dobre książki wydają, to jeszcze jak pięknie wyglądają na półce! Oprócz pierwszej, która ma grzbiecik odwrotnie. Tę książkę mam nadzieję wygrać w konkursie Nowej Fantastyki.




Jeff Vandermeer "Shriek: posłowie"

I znowu "Uczta Wyobraźni'. Kolejna książka Vandereera o Ambergris. Okładka mi się nie podoba. Nie cierpię fioletu!







C. S. Lewis "Trylogia kosmiczna"

Po nieudanych polowaniach na brakujące dwa tomy (mam tylko "Perelandrę" ze starego, klasycznego wydania Pelikana) niebiosa się zlitowały i wreszcie wyszło nowe wydanie. Tylko drogie jakieś... Dlatego jeszcze nie mam.






C. S. Lewis "Dopóki mamy twarze"

Znowu Lewis! Co za niespodzianka! Ksiązki nie udało mi sie wygrać, choć startowałem chyba w trzech konkursach w sieci. A szczerze mówiąc, w żadnej "analogowej" księgarni na nią nie trafiłem. I dlatego jeszcze nie mam. No i też jest droga...





Łukasz Orbitowski "Święty Wrocław"

Bardzo chciałbym się zmierzyć z tą książką, o której sam autor mówi, że dopracował i poprowadził wszystko konsekwentnie i tak jak chciał, a czytelnicy twierdzą odwrotnie.
A na Polconie podobno słychać było głosy rozżalenia, że nie dostał Zajdla...





Łukasz Orbitowski "Nadchodzi"

Znany Agrafek twierdzi, że to najlepsze co Orbit napisał. Skoro tak twierdzi, to pewnie tak jest, ale nie zaszkodzi sprawdzić.