piątek, 24 lipca 2009

Grzyb zobaczony


Posted by Picasa

Spotkałem się na Kaszubach z opinią, że jak się znajdzie grzyba, to trzeba go zebrać, bo "grzyb zobaczony przestaje rosnąć, marnieje i toczą go robaki".
Postanowiłem udowodnić, że to nieprawda. Przynajmniej w stosunku do zatrzymania wzrostu i marnienia. Oto trzy zdjęcia tego samego grzyba, od przedwczoraj do dzisiaj. Jak widać pomimo moich odwiedzin i obfotografowywania rośnie nadal i nie marnieje.
Jeśli chodzi o robactwo - nie sprawdzę, gdyż z premedytacją go nie zerwę.

Do tej pory nie użyłem nazwy tego grzyba, gdyż na Kaszubach grzyb ten nazywany jest po prostu grzybem. Cała reszta (no może oprócz kurek) przez rodowitych Kaszubów traktowana jest z lekką pogardą. A ten grzyb, to grzyb. Po prostu.

7 komentarzy:

a. pisze...

To nie jest ten sam grzyb, tylko ciągle nowy. Kolejne grzby marnieją z rozpaczy, że juz nie urosną, a ich miejsce wykorzystują inne, które rosną szybciutko, póki nie widzisz. Potem przychodzisz Ty, zobaczasz i wszystko zaczyna sie od początku.

harkonnen2 pisze...

to tylko dowodzi, że kaszubi są albo grzybowymi rasistami, albo się nie znają. Jest przecież tyle pysznych grzybków... Kanie, kozaki, podgrzybki, maślaki, opieńki, kominki... mmmm.... trzeba się wybrać gdzieś na grzybki...

draken pisze...

@ a. - i tak wszystkie siedem sztuk, które obserwuję? o_O

@ harkonnen2 - maślaki to można u mnie za domem kosą kosić. Przynajmniej w zeszłym roku tak było. Jeżeli wysyp oślizgłych grzybów się powtórzy - doniosę fotograficznie o tym fakcie. Tymi kominkami to mnie zaintrygowałeś.

a. pisze...

"i tak wszystkie siedem sztuk, które obserwuję? o_O"

Nie doceniasz sprytu grzybów. To dranie i skubańcy.

nosiwoda pisze...

Grzyb to Twój wróg. Zarżnij, zawekuj i serwuj z pasztetem.

fealoce pisze...

Nie nie nie! po co do weku? toż to zbrodnia! ;)
Grzyby trzeba ususzyć a potem zrobić z nich grzybową/ dodać do sosu...
(cthulhu rozmarza się i dostaje ślinotoku)

drzejan pisze...

Dziwi mnie to, że ludzie jak już mają dostatek jakiś rzeczy (patrz grzybów, ogólnie) to zaczynają być strasznie wybredni. Ja tam bym równo ciął wszystkie jadalne, i kombinował co z nich zrobić (chociaż niektórzy pewnie by stwierdzili, że można zrobić nalewkę grzybową...), ale suszonych grzybów nigdy za wiele, mrożonych też ;)

Odnośnie mitu, to też sprawdziłem. U kumpla na działce leśnej - był sobie grzybek kilka dni, bacznie go obserwowałem i nikomu o tym nie wspominałem. Rósłby dalej gdyby kolega go nie odkrył podczas drogi do kibelka...