czwartek, 26 maja 2011

Przyspieszando, ale na jak długo?

Tak się zastanawiam, pełniąc w tym tygodniu dyżur przeciwpożarowy, nad dokonującym się przyspieszeniem.
Pamiętam, nie z odległego dzieciństwa, a z nie tak znowu odległej młodości, jak dyżury takie pełnił mój świeżo po studiach będący brat.
Siedzieliśmy wtedy w jego nowo oddanym mieszkaniu, w którego kuchni stała westfalka. Szeroko otwarte okno pozwalało słyszeć radiotelefon, zainstalowany w służbowej Ładzie Nivie (ach, co to było za auto!). Telewizor kolorowy Rubin był całkiem ściszony, bo raz, że trzeba było tego radiotelefonu nasłuchiwać, a dwa, że w czasie Robin Hooda i tak akurat Ruski z bazy w Debrznie zaczynali gawędzić przez radio, i Rubin (to chyba nie dziwne, nie?) wolał nadawać nam ich gadanie niż pokrytą polskim lektorem mowę Szekspira.



I teraz ja mam ten dyżur i klepię w klawisze komputera. Pod ręką komórka i stacjonarny telefon. Radiotelefonu nawet nie zabieram z pracy. W pokoju na dole stoi płaski telewizor, ile w nim kanałów nawet nie chce mi się zgadywać. A wśród nich te HD także, a jakże. I oglądając Discovery, czy Grę o Tron na nich zastanawiam się ile jeszcze trzeba będzie czekać na to by wszystkie owe niezliczone kanały prezentowały się tak wyraziście.

Do czegoś zmierzam.
Gdzieś pod koniec lat 60-tych moi rodzice nabyli telewizor. Alladyn się nazywał, był czarno-biały i miał pilota na kablu. Za czasów, gdy byli jeszcze w wieku nadążania za nowościami jedyną zasadniczą zmianą jakościową było pojawienie się koloru i więcej niż jeden kanał. A potem nagle to ruszyło.
Przecież moje pierwsze kontakty z muzyka to magnetofon szpulowy i gramofon. Długo kaseta magnetofonowa. CD. Obecnie gra mi muzyka z karty pamięci wielkości paznokcia małego palca, wsadzona w telefon, który satelitarnym łączem pokazać mi może w miarę dokładnie gdzie jestem. I jeszcze robi zdjęcia, kręci filmy.

Tylko - jak długo to potrwa? Czy przyspieszać można w nieskończoność?
Co jeśli przyspieszenie się załamie? Czy nie jesteśmy od niego uzależnieni? Wpadniemy w obłęd znany z reklam środków chemicznych, które wmawiają nam istnienie niewiarygodnie zaawansowanych i kompletnie niewidzialnych (i pewnie nieistniejących) systemów, mikrokapsułek z mikrogranulkami z aktywnym systemem? W materii nowinek technicznych, to się chyba nie sprawdzi. Chociaż... Usiłowałem niedawno w sklepie dostrzec znaczącą różnice pomiędzy nowszymi generacjami telewizorów. W większości przypadków - daremnie.
A co jeśli to my się załamiemy? Przyspieszando będzie galopować, ale to my nie nadążymy z jego przyswajaniem i konsumpcją. Laboratoria firm zapchają się patentami, których nie zdążymy wprowadzać na rynek. Choćby i dlatego, że coraz bliżej majaczy na horyzoncie globalne załamanie systemów finansowych (ale może to tylko miraż? a może dym w oczy?) i być może po prostu mas nie będzie stać na kupowanie nowinek. A to masowe zakupy dają opłacalność produkcji.

I jeszcze jedno. To całe przyspieszando ma jeszcze jeden efekt uboczny. Jego twory są coraz bardziej gówniane. Super-duper telewizor nie przeżyje tyle ile wspomniany Alladyn, czy jego następca - Beryl, który towarzyszył mi od urodzenia przez 15 lat. I odszedł na emeryturę będąc sprawnym.
No to teraz będę wieszczyć: za kilka lat zostaniemy bez obecnych super bajerów. Nowe albo się nie pojawią (bo po przyspieszandzie nastąpi wyhamowanie), albo się nie pojawią (bo nas nie będzie stać), albo się  pojawią, ale przestaniemy za nimi nadążać. Zostaniemy z obecnym psującym się po okresie gwarancji sprzętem. Kopać będziemy w piwnicach za starymi telewizorami i komórkami z początku tysiąclecia.

A wiecie co jest najlepsze? Niezmiennie będzie można sięgnąć po książkę. I czytać nawet przy łojowej lampce.

4 komentarze:

Ziuta pisze...

Ale pointa jest optymistyczna. Zawsze zostaną nam książki.

Nie zgodzę się co do części z telewizorem. Nasz Neptun umarł, tracąc najpierw paletę kolorów, a w końcu obraz. W ogóle wszystkie sprzęty AGD kupione w latach 80 za babcine dolary padały podobnie.

draken pisze...

No patrz. A ja mam w domu będący ciągle w użyciu mikser zelmera z roku 1978. Na dodatek mieli on kawę (przystawka) oraz ma nożyk do szatkowani i miksowania twardszych rzeczy. Jedno urządzenie załatwiało obecne trzy (mikser, młynek i blender). Pstryknę fotkę przy okazji.
Co do telewizorów: owszem, Beryl się psuł, ale dawało się go naprawić. Dzisiaj nikt nie naprawi ci 3 letniego telewizora. Produkuje sie je w tak krótkich seriach, że po prostu nie ma do nich części.

a. pisze...

Z tymi telewizorami, to rzeczywiście różnie bywało. Kolorowe rosyjskie w drewnianych obudowach lubiły się palić, a i znałem dziewczynę żyjącą w nieustannej traumie, bo ją chłopak przestraszył, że jeśli będzie obok telewizora i pęknie kineskop, to zostanie wessana do środka:).

Gruchnięcia trendu się nie obawiam. Popatrz - rynek PC uspokoił się, już nie gna tak na złamanie karku, jak kilka lat temu, a to dlatego, że świat sprzętu się zmienił - najpierw modne stały się konsole, które z natury nie poddają się tak łatwo zmianom, obecnie ciężar pośpiechu przejęły rządzenia mobilne. Mam w domu PC już ok. sześcioletnie. Jeszcze kilka lat temu komp o takim długim przebiegu byłby straszliwie przestarzały. Dziś na tym staruszku chodzą wszystkie nowe gry.

I myślę, że tak właśnie będzie. Jakaś gałąź przemysłu dostanie zadyszki i zwolni, a wtedy pałeczkę gnającego na złamanie karku lidera przejmie ktoś inny. Gdy już absolutnie nic nowego i znacząco lepszego nie uda się wymyślić dla telefonów, wybuchnie moda na jakiś inny gadżet. I wyścig nie zwolni.

a. pisze...

Coś mi się przypomniało przy okazji Twojego wpisu.
Kiedy się urodziłem zdecydowana większość zegarków i zegarów tykała.