niedziela, 12 grudnia 2010

Niewiele zostało już tego roku

2010 rok. Choć jeszcze się nie skończył, mogę powiedzieć że jest najgorszym rokiem mojego życia. A jeszcze się nie skończył. Jeszcze ma 19 dni na kolejne nieprzyjemne zaskoczenia, chwile bólu i potwornej niepewności. Prawie nic nie idzie tak jak by się chciało. Nie będę jeszcze robić podsumowań, bo jeszcze się nie skończył.
Powtarzam to w kółko, bo już bym chciał go zamknąć. Odłożyć na półkę i niech się tam zakurzy. Niestety, żadna warstwa kurzu nie przykryje wspomnień, które po sobie pozostawi.
Przede mną jeszcze ważna wizyta u lekarza. Niepewność i strach rozmontowują mnie psychicznie. Niektórzy twierdzą, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Na razie żyję, ale jestem coraz słabszy. A upierdliwości i kłody pod nogami piętrzą się w sposób wręcz niemożliwy.
Miałem jeszcze napisać kilka postów (tych najważniejszych) z reminiscencjami mojego pobytu w szpitalu - nie napiszę. Nie teraz. Miałem napisać piękny wpis o "Chochołach" - nie napiszę, choć dostałem pozytywnego kopa od Agrafka, a potem niesamowitego kopa od Wita Szostaka. Nie potrafię myśleć o niczym pozytywnym. Składam się ze zmartwienia, strachu, niepewności i smutnego zrezygnowania.

No bo komu, jak nie mi, na trzy dni przed decydującą wizytą u lekarza mogłyby się zepsuć dwa samochody jednego dnia? A do pokonania 100km zimowych dróg. Szlag. Piekło i szatani. Cholera.

3 komentarze:

Ziuta pisze...

Głowa do góry.
Dobra, wiem, że to głupie gadanie, że szczyl jestem i nie znam życia, sam bym się wkurzył, gdyby ktoś mi tak powiedział, bo 2009-2010 u mnie też było pasmem nieszczęść — ale właściwie w takiej sytuacji nic mądrzejszego powiedzieć się nie da. A milczeć chyba nie wypada. Głowa do góry.

czeresnia pisze...

Hug!

Emilia pisze...

Trzymaj się dzielnie draken! Nie wiem co jest z tym 2010 rokiem ale zewsząd słyszę od ludzi, że to był ich najgorszy rok. Może to przez ten brak aktywności Słońca? Nie da się ukryć, że jakiś ten rok nie teges. Oby było lepiej - nam wszystkim.