środa, 30 marca 2011

MGUS

30 marca. Doczekałem się. Byłem, wróciłem, żyję.
Mam się nie przejmować. To tylko MGUS.
Tylko i aż.
Bo niby wiadomo, że każdy z nas jest tykającą bombą, która w dowolnym momencie może eksplodować chorobą. Tylko, że dopóki nie usłyszymy tego tykania, pozostawiamy to w sferze owego "to się zdarza innym".
Ja swoje już słyszę.

4 komentarze:

a. pisze...

W takim razie: "ufff". No jednak: "uff". Musiałem poguglać, żeby dowiedzieć się, że nie wygląda to tak źle, jak mogło, choć będą Cię czekały badania i obserwacje.

To spora ulga i choć nie skończyły się dla Ciebie uciążliwości, a pewnie i niepokoje też nie do końca, to jednak cieszę się, że wyszło tak, a nie inaczej, gorzej.

To jedna z tych sytuacji, kiedy trudno użyć czegoś innego, niż banału, w każdym razie mnie. Myśl o innych rzeczach i skupiaj się na nich.

draken pisze...

Ha! Mógłbyś być profesorem hematologii! Powiedziałeś mi to samo!

niepco pisze...

Kurka wodna. Nie jest zle. Też musiałem poguglać. Obserwacja, krewni nie zagrożeni - NIE JEST ŻLE CHŁOPIE. Nie słuchaj tykania, tylko weż głęboki oddech i back to life! Ulżyło mi...No i zawsze lepiej wiedziec niz czekac ciemnym jak tabaka w rogu.BĘDZIE DOBRZE!

czeresnia pisze...

No to fajnie. Każdemu z nas tyka. Jeszcze się przyzwyczaisz. Jest dobrze :)